Nie po raz pierwszy mam okazję i przyjemność pisania o twórczości Agaty Rościechy. Śledzę od kilku lat, jak autorka rozwija swoją koncepcję malarską, rozbudowuje subtelnie tematykę, choć pozornie trzyma się zagadnień, które zainteresowały ją już od dawna, poszerza - zwłaszcza ostatnio - paletę kolorystyczną.
Agata początkowo, na etapie edukacji w Liceum Plastycznym, zajmowała się tkaniną. Potem skoncentrowała się na grafice i malarstwie. Warto jednak, analizując jej twórczość, pamiętać o tej tkackiej proweniencji, nie jest ona bez znaczenia.
Świat malarskich zainteresowań Agaty Rościechy to universum na wskroś kobiece. Nie znajdziemy tu autoportretu realizowanego wprost, niemniej jednak jest to twórczość autotematyczna. Autorka patrzy na kobietę przez pryzmat własnej osoby, jednocześnie odmalowując przestrzeń, w jakiej funkcjonuje kobieta jako symbol oraz sposób, w jaki jest postrzegana przez innych, przede wszystkim przez mężczyzn. Także w jaki sposób postrzega samą siebie.
Istotnym elementem w tej komunikacji jest rekwizyt – ulubiony przez surrealistów manekin, gorsety, krynoliny ze stelażem z fiszbin, koronki, biżuteria – wszystko zgromadzone w buduarze, damskiej garderobie, czasami miejscu intymnych kobiecych spotkań, jakim jest zakład krawiecki w starym stylu. To przestrzeń archaiczna, można powiedzieć staroświecka. Ograniczająca kobietę do jej funkcji domowych, ale przede wszystkim bardzo osobista, dająca poczucie bezpieczeństwa, pozwalająca analizować siebie szczerze, prawdziwie, odartą z upiększeń.
Tutaj wkracza Agaty skłonność do tkaniny, drapowania materii, projektowania ubioru. W pracach sprzed 3-4 lat była ona momentami bardzo dosłowna, wyrażająca się wklejaniem w przestrzeń obrazu wzorzystych tapet. Obecnie to skupienie na fakturze malowanego materiału, odbijanie techniką frotage wzorów koronek, zaczepianie kompozycji w realności i fizyczności istniejących przedmiotów. Bo choć Agata buduje przestrzeń archetypiczną, to opowiada o kobiecie współczesnej, uwikłanej w codzienność, a przede wszystkim we własną psychikę, często niejednoznacznie odbierającą i interpretującą bodźce płynące z zewnątrz.
Kobieca postać rzadko pojawia się na obrazach Agaty malowana w sposób dosłowny, w ostatnich pracach znika niemal zupełnie, zastąpiona przez sylwetowy kontur identyfikowany dzięki wdzięcznym kształtom i rekwizytom naszych prababek – wachlarzom i kapeluszom. Najczęściej jednak mamy do czynienia z krawieckim manekinem, symbolizującym kobiece uprzedmiotowienie oraz gorsetem, krępującym, ograniczającym, pozbawiającym możliwości samorealizacji. Pod stosami falbanek, ciuszków i ozdóbek ginie bohaterka i jej osobowość. To oczywiście tylko jedna z możliwych interpretacji.
Przecież kobieta lubi się podobać, wyglądać pięknie i pociągająco, ubierać i przebierać. Czyni to sama i bez przymusu. Kostium odgradza ją od świata, ale może przed nim zabezpieczać, jest też wyrazem osobowości i autokreacji. To co dla jednych jest krępującym rygorem, dla innych jest sednem życia i fascynującą podróżą w świecie mody. Jakie więc są kobiety? Bardzo różne. Ważne jest jednak, aby nasza zewnętrzna powłoka, wizerunek jaki kreujemy na użytek innych, nie pochłonął nas całkowicie, abyśmy były zawsze sobą, wyraziste i nieskrępowane. Chodzi o to, aby nie dać się przytłoczyć gorsetem i nie pozwolić zredukować do manekina. Agata kładzie w swoim malarstwie nacisk na tę możliwą redukcję. Na to, że kobiecie grozi gra pozorów. Stąd jej prace są uwodzicielko piękne.
Kilka najnowszych obrazów Rościechy cechuje ekspresja, ruch, nieco chaosu, rozwibrowane wstążki, taneczne pozy manekinów, diagonalne kompozycje. Wcześniej mieliśmy do czynienia z bardziej statycznymi kadrami. Także kolor, do tej pory stosowany w niemal monochromatycznej gamie, obecnie kontrastuje uwodzicielską, niebezpieczną czerwienią. Najwyraźniej bierność manekinów już się skończyła. Teraz mamy przed sobą coś w rodzaju buntu. I nie jest to delikatne tupnięcie kobiecą nóżką, a prawdziwa rewolucja, choć na skalę domowego ogniska i damskiej gotowalni.
Jestem bardzo ciekawa, co z tej rewolucji wyniknie. Bo na pewno nie jest to koniec historii o manekinach. To moment zmiany, odnotowany w postaci wystawy. Rewolucja nigdy nie trwa wiecznie. Prowadzi do czegoś nowego, co czasem trudno przewidzieć, czego zazwyczaj nie spodziewają się nawet jej autorzy. Intrygujące do czego doprowadzi ekspresyjno-kolorystyczna rewolucja w malarstwie Agaty Rościechy.
Agnieszka Gniotek
| « poprzednia |
|---|