Kazimierz Kutz
Lubię malarstwo Stanisława Mazusia, bo pochodzi z dobrej szkoły Eugeniusza Eibischa. Kiedyś, gdy byliśmy młodzi, pławiliśmy się we francuskim impresjonizmie, zwłaszcza my filmowcy. Był on inspiracją do niejednego filmu w świecie, a także u nas.
Z radością odkrywam w malarstwie Stanisława Mazusia jego wrażliwość na światło i kolor. To jest malarstwo życzliwe światu i ludziom, subtelne, refleksyjne i nastrojowe. Przywraca stare tęsknoty do świata bardziej łagodnego, niż tego po kataklizmie XX wieku.
Nie jestem kompetentny, aby głębiej ocenić jego obrazy. Ale one są i działają na człowieka. Należą do dzieł, które chętnie widziałoby się na ścianie własnego domu. Dają spokój i ciepło.
..........
Andrzej Osęka
(fragment recenzji z X Wystawy Grupy Realistów w CBWA „Zachęta" – Tygodnik Społeczno-Kulturalny „Kultura" nr 13 z dnia 31 marca 1974 r.)
Z nieco bardziej konwencjonalnego modelunku korzysta Stanisław Mazuś w swych martwych naturach, wnętrzach. Jest to – jak się wydaje – próba zobaczenia intymności, kameralności codziennych zajęć w zwykłym wnętrzu współczesnym w kuchni z aluminiowymi naczyniami, białymi emaliami, palnikami gazowymi. A więc podjęcie idei „małych mistrzów" holenderskich bez naśladowania ich formy: wnętrza kuchni z przypadkową kompozycją przedmiotów, niemłodą kobietą pośrodku – tak jak to malowali Terborch, Maes, de Hoogh – tylko przedmioty są inne, inne światło – z większych okien odbija się od białych ścian; scenę pokazuje się też w bliskim planie, tak jak nas przyzwyczaiło współczesne malarstwo.
..........
Wiesław Ochman
Snobistyczna publiczność, która uległa złudnemu twierdzeniu, że „nowość" i „inność" to właściwe kryteria oceny sztuki, godzi się z jałowością płócien pozbawionych sensu kolorystycznego i formalnego. Taka publiczność na pewno nie zrozumie prostoty i urody płócien Mazusia, podobnie jak wsłuchujący się w decybelową nicość wielu współczesnych kompozycji – nie wzruszy się na dźwięk wspaniałych akordów tonacji dur-mol. Malarstwo Stanisława Mazusia nie jest przedmiotem żadnych manipulacji. Uczciwa wobec własnego sumienia artystycznego sztuka tego artysty utwierdza mnie w przekonaniu, że hałaśliwe okrzyki pozbawionych talentu „twórców" są jedynie próbą usprawiedliwienia ich własnych nieudolnych eksperymentów. Kogo nie stać na twórczość, tego z reguły stać na lekceważenie i pogardę dla osiągnięć innych.
Mazuś tworzy tradycyjnym językiem nową jakość, co jest zadaniem trudnym i ambitnym. Mówi o swoich przeżyciach i fascynacjach malarskich bez hałasu, niemalże szeptem i dzięki temu obcowanie ze sztuką tego artysty staje się intymnym i osobistym przeżyciem.
..........
Maciej M. Szczawiński
Będąc niedawno w pracowni Staszka, patrząc na dziesiątki jego obrazów – przypomniałem sobie tak często powtarzane przezeń słowa o „największym mistrzu, o głównym źródle natchnienia, w którym jest prawie wszystko". Mówił tak o Naturze. Czyż można się dziwić, że konsekwencją owych przekonań są jakże częste wyjazdy plenerowe? Bez względu na pory roku, na pogodę, na tzw. warunki. Tak, Stanisław Mazuś na pewno nie maluje odwrócony „tyłem do okna", zanurza się realnie w te błękity, brązy, rozbielone i złamane zielenie, w zamglenia i nagłe prześwity wyjawiające kontur. Proszę tylko popatrzeć na eksponowane dzisiaj krajobrazy. Wszystkie zostały „dotknięte" i wchłonięte jak wilgotne powietrze znad stawu wśród lasu. Natomiast martwe natury (Mazuś jest w nich znakomity od lat) to zarówno „estetyczne" motywy typu dekoracyjny kwiat, owoce, złocisto-mosieżne naczynia – jak i niespodziewana „niskość" (np. znany obraz przedstawiający zlewozmywak pełen brudnych naczyń, albo oddany z drastyczną wręcz dokładnością ochłap ogryzionego mięsiwa – cały kosmos szczegółów!)... I tutaj – co krok – poezja i codzienność.
I na koniec chciałbym jeszcze dwa słowa powiedzieć o uczuciach...
Ach, jakże to niezręczne, wstydliwe, jakże nie na miejscu (wręcz zbędne!) – gdy mowa o twórczości mieniącej się być adekwatnym znakiem wielkiego Przełomu. Otóż Stanisław Mazuś pośród zgiełku pożerających się nawzajem awangard – cicho, konsekwentnie i po mistrzowsku wygrywa rzecz dla każdego twórcy bezcenną: zainteresowanie odbiorcy.
A dzieje się tak właśnie dzięki (odważnemu!) postawieniu na uczucia właśnie. Na wzruszenie. Bez sentymentalno-czułostkowych słodyczy, bez artystycznej minoderii (proszę spojrzeć zwłaszcza na martwe natury), za to zawsze z dbałością o to, żeby tworzenie „pełnią serca, rzetelnie, szczerze" szło w parze z warsztatową perfekcją.
..........
Stanisław Tabisz
Pod światło
(według obrazu Stanisława Mazusia „Autoportret w cieniu")
Stoję pod światło
za plecami prostokąt drzwi...
Gęste wapno blasku
wydobywa kontur mojej głowy...
Zmierzwione kosmyki włosów
ranią moją ciemną twarz...
Wyraziste smugi pędzla
zielonkawe ugry
brązy
błyszczące alkoholicznie oczy
odbijają białe kropki światła...
Prawie nie mam ust
tylko patrzę ze smutkiem
frasobliwego Chrystusa
jak gdyby mi za chwile
rzymscy żołnierze
mieli nałożyć cierniową koronę
aby drwić ze mnie i szydzić...
Ale ja jestem tylko malarzem
polskiej duszy...
Maluję mgły na polach
krople rosy na trawie
chmury rozpływające się
w oranżowym ogniu zachodzącego słońca
emaliowane naczynia
pozostawione w zlewie
chleb na stole
kwiaty koper winogrona
i wianuszki czosnku...
Maluję portrety bliskich
i tych których widziałem przez chwilę...
Namalowałem ponad sto autoportretów
ale ciągle je jeszcze maluję
bo nieuchwytne i nieznane
ciągle się zmienia
ciągle balansuje
i chwieje moją świadomością
wzmagając pragnienie
zmysłowych doznań
- trwania w ciszy...
A przecież tyle lat mam już za sobą
i tylko jedno mnie nie opuszcza:
zachwyt dla spraw i rzeczy najprostszych...
..........
Wiesław Ochman
(list) Warszawa, 13. listopada 2008
Drogi Stasiu!
Dzięki za zaproszenie na Twój wernisaż w Nowej Hucie. Niestety obowiązki uniemożliwiły mi spotkanie z Tobą i Twoją piękną sztuką.
Wiem, że odniosłeś sukces, bo tak mi relacjonowali obecni na Twoim wernisażu znajomi. Twój sukces, a ściślej mówiąc sukces Twojej sztuki, nikogo nie dziwi, bo przecież masz talent nieziemski, właściwie Twoje „oko" malarskie może być przykładem jak należy widzieć temat, niezależnie jaki on jest, czy portret, czy martwa natura, czy pejzaż.
Żałuję, że nie mogłem osobiście Ci tego powiedzieć, ale jak sam wiesz w czasie naszych spotkań, których powinno być więcej, zawsze podziwiałem Twój Wielki Talent i dążność do prawdy malarskiej, która powinna być piękna, osobista i szczera.
Ściskam Cię,
Twój Wiesław